piątek, 3 lutego 2017

Jaki styczeń taki cały rok?





Pytacie o powody długiej ciszy na blogu. Od początku roku dużo się u nas działo. Z powodu wielu wydarzeń przeżywaliśmy sporo dobrych ale także mniej przyjemnych emocji. Pokrótce opowiem Wam o naszym pełnym wrażeń styczniu.

Zaczęło się już w Nowy Rok, który przywitaliśmy z naszymi przyjaciółmi w domu pod Warszawą. Po sylwestrze, w doskonałych humorach, wracaliśmy do Białegostoku trasą S8. Zdecydowaliśmy, że to ja będę prowadzić. Nagle na jednym z remontowanych odcinków, ograniczonym do dwóch pasów ruchu z podwójną linią ciągłą, zza pojazdu jadącego z naprzeciwka wyskoczyło auto z zamiarem wyprzedzania "na trzeciego". Nie było możliwości ucieczki na pobocze, bo pobocza nie było a jakąkolwiek drogę ucieczki blokowały betonowe bariery drogowe. Pozostało mi tylko ostre hamowanie z jednoczesnym sprawdzaniem czy nikt nie wjedzie nam w tył samochodu, ręką na klaksonie i odliczaniem sekund do zderzenia. Dzięki Bogu, w ostatniej chwili udało nam się wytracić prędkość a drogowy wariat zjechał na swój pas. Adrenalina w organizmie osiągnęła chyba maksymalny poziom a odrętwienie i późniejszy ból mięśni trzymał mnie jeszcze przez wiele kilometrów. Od kolizji dzieliły nas dosłownie centymetry. Mieliśmy ogromne szczęście. Tak też zaczęliśmy 2017 rok. 

Zaledwie kilka dni później los po raz kolejny okazał się dla mnie łaskawy. Mam w zwyczaju noszenie telefonu w kieszeni kurtki. Niestety okazało się, że w ten sposób szybko mogę go stracić. Podczas wysiadania z samochodu na parkingu w centrum miasta, smartfon wypadł mi na jezdnię. Problem w tym, że tego nie zauważyłam i pojechałam dalej. Po ok 15 minutach zorientowałam się, że nie mam telefonu i nie mam pojęcia gdzie go zostawiłam. Zgubiłam komórkę a wraz z nią wszystkie kontakty, smsy, zdjęcia. Tragedia! Na szczęście spotkałam się z moją Mamą i ona zadzwoniła na mój numer. Odebrała przemiła Pani, która poinformowała, że znalazła mój telefon na parkingu. Aż dziw, że nikt go przez ten czas nie rozjechał albo sobie nie przywłaszczył! Pani podała swój numer i umówiłyśmy się, że zostawi go w sklepie w bloku obok nas, gdyż właśnie przejeżdżała w tej okolicy. Uczciwy znalazca, który dosłownie uratował mi życie. Czy to nie jest wyjątkowe szczęście?

Poza nieprzewidzianymi przygodami mieliśmy w styczniowych planach kilka miłych wydarzeń. Razem z Rafałem zostaliśmy poproszeni na świadków na ślubie naszych przyjaciół. Uroczystość już jutro ale wcześniej podjęliśmy się zorganizowania wieczoru panieńskiego i kawalerskiego. Dla przyszłej panny młodej imprezę z niespodzianką urządziłam w Ptasiej Osadzie w Ploskach. Była z nami zaprzyjaźniona fotografka Beata z pracowni Marek Popławski, która uwieczniła babskie spotkanie fantastycznymi zdjęciami. Wieczór zaczęłyśmy kuligiem w pięknej zimowej scenerii lasu. Potem zabawę z różnymi atrakcjami kontynuowałyśmy w wynajętym domku. Wieczór panieński odbył się 3 tygodnie temu a tydzień później mieli się bawić panowie. Niestety na dwa dni przed planowanym spotkaniem, Rafał trafił do szpitala. W tym samym czasie zachorowała też nasza Córeczka. Zatem wszystkie plany się posypały, a ja zostawiając na boku inne sprawy, skupiłam się na opiece nad moją rodziną. Na szczęście po tygodniu mąż wyszedł ze szpitala a niedługo po tym malutka wróciła do zdrowia i mogliśmy szykować się do organizowania trzecich urodzin Córki.

Sami widzicie, że styczeń dał nam trochę w kość. Poza tym rozpoczęłam prace nad nowymi projektami wnętrz, które zdążyły mnie już pochłonąć. Staram się w tym wszystkim złapać oddech i znaleźć kilka chwil dla siebie, choć nie jest to łatwe. Mam nadzieję, że kolejne miesiące będą spokojniejsze i bardziej przewidywalne. Czego sobie i Wam życzę ;)



 

1 komentarz: