środa, 13 kwietnia 2016

Kobieca natura





Mówi się, że kobiety są pełne sprzeczności i skrajnych emocji. Swoją wrażliwość potrafimy przekuć w niezwykłą wartość, umiejętnie ją wykorzystując. Ja ją przekładam zarówno na życie prywatne jak i zawodowe.

Uważam się za osobę zdecydowaną, świadomą swoich pragnień i pewną swoich wyborów. Po części taką postawę wymusza na mnie praca architekta. Na co dzień doradzam innym ludziom, kreuję ich życiową przestrzeń i w pewnym stopniu decyduję o ich codzienności. Także jako blogerka wnętrzarska mam wpływ na to jak postrzegana jest otaczającą nas rzeczywistość.

Jednak jak się okazuje najtrudniej być sędzią we własnej sprawie. Od jakiego czasu próbuję rozstrzygnąć pewien konflikt, swój wewnętrzny. A w zasadzie staram się pogodzić w sobie dwie, trochę sprzeczne potrzeby. Pragnienie posiadania tego co piękne z dążeniem do minimalizmu. Trochę walczę sama ze sobą. 

Tuż przed świętami wielkanocnymi rzuciłam się w wir zakupowy. Godzinami buszowałam po wnętrzarskich sklepach, wybierając dekoracje do naszego mieszkania. Chciałam jak najpiękniej przyozdobić nasze wnętrze na świąteczny czas. Szukałam różnych drobiazgów, które mogły wypełnić naszą przestrzeń. Jednak w pewnym momencie poczułam się tym zmęczona i przytłoczona, bo zrobiło się już wszystkiego za dużo. Spojrzałam na kolejny zakupowy koszyk w  jednym ze sklepów internetowych  i dostrzegłam całą listę rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuję. Owszem są piękne i doskonale wkomponują się w nasze wnętrze ale czy są w nim niezbędne. Uświadomiłam sobie skąd moje pragnienie posiadania kolejnego świecznika, wazonu czy podkładki na stół. Codziennie pochłaniam w internecie dziesiątki fantastycznych zdjęć stylizacji wnętrz, detali i elementów wyposażenia. Podobają mi się przestrzenie pełne życia i drobiazgów. I kiedy je oglądam czuję lekką zazdrość, w jak doskonały sposób inni potrafią skomponować tyle przedmiotów, wypełnić swoje mieszkania i domy dużą ilością przepięknych rzeczy. Pod wpływem impulsu ponownie siadam do komputera wpisując kolejne adresy ze skandynawskimi sklepami i szukam nowości do naszego wnętrza, aby na końcu dojść do wniosku, że dobrze mi jest z tym co mam. Z prostą, przestronną i niezagraconą przestrzenią, podkreśloną świeżymi ciętymi kwiatami, kilkoma designerskimi akcentami i estetycznym ładem. 






6 komentarzy:

  1. Mimo bieli Wasza sypialnia wydaje się przytulna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście sypialnia pomimo skromnego wystroju jest bardzo przytulna :)

      Usuń
  2. Ufff dzięki Ci za ten wpis! Ja myślałam, że to ze mną jest coś bardzo nie tak, bo mam podobnie. Oglądam inspiracje, patrzę i muszę coś mieć. Szukam, przeglądam sklepy i jak w końcu mam to w koszyku to stwierdzam eee wcale mi to takie niezbędne nie jest albo uznaję, że to jakaś chora cena za wazonik/świeczkę/inną pierdółkę i na pewno prędzej czy później znajdę ją taniej. Problem pojawia się, jak chcę zrobić ładne zdjęcia kawałka mieszkania i nagle coś mi nie pasuje. To siadam, oglądam inspiracje, znajduję ładne przedmioty.. i takie błędne koło :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też to mam! Zawsze jak byłam mała obiecywałam sobie że ŻADNYCH przydasi i ozdób nie będę miała na meblach - co by szybko sprzątać i nie miał się na czym osiadać kurz... A w rzeczywistości finalnie mam pełno takich rzeczy:) nie wiem jak to się stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie nasze małe, kobiece słabości ;)

      Usuń