czwartek, 10 grudnia 2015

Metamorfoza krzeseł do kuchni czyli DIY





Liczy się efekt końcowy. To zdanie chyba najtrafniej opisuje działania w obrębie odnawiania mebli. Z resztą nie tylko mebli, ale także szeregu innych dziedzin z życia wziętych. Jakich? To już pozostawiam Wam, bo przedmiot rozważań nie jest dzisiejszym tematem, ale wprowadzenie chyba niezłe nieprawdaż...?  Dziś relacja z twórczego odrestaurowania krzeseł, które zasilą nasze zasoby mebli kuchennych.

Tym razem mebel nie pochodzi ze śmietnika, ale z aukcji internetowej, co nie znaczy, że był drogi. Koszt dwóch krzeseł to zaledwie 80 zł . Dla chcącego nic trudnego, po prostu wybrałem się na polowanie internetowe, a nie po okolicy. Taka mała zmiana taktyki kiedy brak materiału u lokalnych „dostawców” ;) 


Jak powiedział klasyk "oczywista oczywistość" to fakt, że w wyborze konkretnie tych krzeseł pomogła Kasia. Muszę Wam powiedzieć, że miała niezłego nosa, bo początkowo akurat ten model nie był moim faworytem, ale czego się nie robi dla Żony. Oficjalnie przyznaję, że miała rację, bo krzesła po dostarczeniu przez kuriera okazały się niezłą perełką.


Po rozpakowaniu kartonu, w oczy od razu rzuciły mi się siedziska. Dość nietypowe, bo na podbiciu miały sprężyny, a nie, jak to zwykle bywa, samą piankę. Z jednej strony radość, no wiecie taki oldschool i wygoda w jednym, z drugiej strony myśl „kurcze, przecież to trzeba będzie na nowo sznurować i ustawiać sprężyny, do tego wymiana tapicerki” taka szybka kalkulacja kosztów, no ale powiedziałem już „A” więc bez dalszego marudzenia zabrałem się do działania. Chociaż powiem Wam, że temat sprężyn i kosztów wrócił jak bumerang, ale o tym później.





Szybkie oględziny i złapałem w ręce papier ścierny 80. Zabrałem się do ręcznego czyszczenia elementów drewnianych. Po kilku ruchach okazało się, że lakier usuwa się bardzo lekko, a drewno ukrywające się pod jego warstwą jest zdrowe i w dobrym stanie. 


Często zdarza się, że po wstępnej obróbce elementów drewnianych odkrywają się tajemnicze dziurki i korytarze. Jest na nie sposób, ale o tym opowiem w osobnym poście. 


Po papierze 80, użyłem papieru 120 celem wygładzenia i oszlifowania przed lakierowaniem. Tak jak poprzednio, zastosowałem szybkoschnący lakier półmat, ale tym razem z kolorem. Wybór padł na jasny dąb. Tu uwaga, kolor na opakowaniu lakierów koloryzowanych nie zawsze odpowiada efektowi końcowemu na meblu. Jest to uzależnione od tego z jakim drewnem mamy do czynienia, jak dużo lakieru będziemy „nabierać” na pędzel, oraz ile warstw nałożymy. Przed lakierowaniem czegokolwiek zawsze warto jest wypróbować specyfik, którego będziemy używać na małej powierzchni danego mebla, żeby zweryfikować czy na pewno kolor będzie satysfakcjonujący. U nas weryfikacja przebiegła pomyślnie. Lakierowałem za pomocą pędzla. Po pierwszym lakierowaniu przetarłem całość papierem 250 i dokończyłem dzieło. Po takim zmatowieniu przed drugim lakierowaniem należy pamiętać o dokładnym usunięciu pozostałości pyłu z lakierowanych elementów.


Podczas gdy lakier sechł wybraliśmy się z Kasią do naszego zaprzyjaźnionego tapicera  porozmawiać o kosztach nowego obicia siedzisk i oparć, no i oczywiście o ilości potrzebnego materiału do obicia. Tu kolejna podpowiedź z mojej strony, jeżeli macie meble do obicia, warto do tapicera zabrać elementy wraz ze starym obiciem. Często obniży to Wam koszty, ponieważ po umiejętnym zdjęciu starego materiału tapicer ma gotową formę, a to bardzo ułatwia pracę, a Wy zapłacicie mniej za usługę ;)





Podczas rozmowy z tapicerem wrócił wcześniej wspomniana przeze mnie kwestia sprężyn, bo okazało się, że tak jak przewidywałem sprężyny czekało nowe wiązanie, a to podnosi koszty. Całość robocizny została oszacowana na 120 zł. Cena zdecydowanie do zaakceptowania, przy znajomości rzetelności wykonania. Po zakończonym spotkaniu udaliśmy się z Kasią do hurtowni z materiałami i tu powinna być długa pauza w poście, bo trochę potrwało zanim znaleźliśmy ten konkretny materiał. Wybraliśmy materiał z Włoch w związku z czym trochę potrwało zanim został sprowadzony, ale warto było czekać. Koszt materiału to 95 zł.


Po tym wszystkim zostało mi już tylko zakupić nowe wkręty mocujące siedzisko i oparcia oraz czekać na zakończenie pracy twórczo-obiciowej naszego tapicera. Po odebraniu gotowych elementów jeszcze tego samego dnia złożyłem wszystko w całość.  Efekt końcowy widoczny jest na zdjęciach. Pozostawiam go waszej ocenie. Ja i Kasia jesteśmy zadowoleni. Koszt całości projektu „krzesła do kuchni” to 295 zł. Warto było :)
















4 komentarze:

  1. Witam!
    Ładnie wyszło, choć jak dla mnie bardzo odważny kolor tapicerki wybraliście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę świetnie ożywiać kolorystycznie naszą kuchnię :)

      Usuń
  2. Super efekt! Piękna struktura materiału ☺ też mam w planie odnowienie kilku mebli także wpisy Rafała bardzo mi się przydadzą ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)...materiał jest piękny...daj znać jak będziesz coś odnawiać..

      Usuń