piątek, 6 lutego 2015

(Nie)oczekiwana zmiana miejsc



Niestety nie udało się nam zaoszczędzić tyle pieniędzy, aby kupić mieszkanie bez kredytu. Nawet trudno mi sobie wyobrazić taką kwotę na koncie. Chociaż czy tak znowu trudno...
Dla banków nie stanowimy atrakcyjnych potencjalnych kredytobiorców. Ja jestem przedsiębiorcą, mąż także ma swoją działalność i całe szczęście jest jeszcze na etacie. Dzięki temu możemy podjąć rozmowy o jakimkolwiek kredycie, będącym tylko częścią ceny zakupu nowego mieszkania. Reszta to nasze oszczędności oraz pieniądze ze sprzedaży dotychczasowego lokum.
Przyszedł zatem czas na rozstanie. Jesteśmy już po pierwszej prezentacji. Przygotowaliśmy mieszkanie, aby jak najlepiej się prezentowało. Sprzątnęliśmy zbędne przedmioty pokazując przestrzeń i potencjał wnętrza. Gdy weszli pierwsi zainteresowani, ogarnęło mnie dziwne uczucie. Dotarło do mnie, że za chwilę nas tu nie będzie, że ktoś inny zaadaptuje to mieszkanie na swoje potrzeby a przecież ono od początku było tylko nasze. Uświadomiłam sobie jak emocjonalnie jestem związana z tym miejscem. Jest ono moją przystanią, strefą bezpieczeństwa, wyrazem niezależności i synonimem dorosłości. Mam jeszcze jedno życiowe schronienie, rodzinny dom, którego jestem częstym gościem. Jednak to mieszkając tutaj dokonywałam w swoim życiu wiele ważnych, czasem spektakularnych przemian. Zaczęłam od wyprowadzenia się od Rodziców i życia na własny rachunek. Podjęłam pierwszą i ostatnią etatową pracę w pracowni projektowej. Skończyłam studia i obroniłam tytuł magistra. Kolejnym życiowym przełomem było narzeczeństwo i małżeństwo. Potem zdecydowałam się na otwarcie swojego biura projektowego. Wreszcie przyszły narodziny naszej Córeczki, dla której to mieszkanie jest pierwszą przestrzenią rozwoju, nauki i poznawania świata. Pozostawię tu wiele emocji, intymnych chwil i życiowego doświadczenia. Opuszczę miejsce, które dojrzewało razem ze mną, z potrzebami moimi i jego domowników, które sobie ukochałam i gdybym tylko mogła, pozostała w nim na lata. Pisząc to czuję ciężar łez, które jednak powstrzymuję na myśl o tworzeniu kolejnego, swojego miejsca na ziemi. Tymczasem czekamy na decyzję oglądających nasze mieszkanie. Jeśli się nie namyślą na kupno będziemy szukać dalej. Za pewne szybko znajdziemy chętnych na to idealne lokum. Wówczas czeka nas przeprowadzka do moich Rodziców do czasu wykończenia nowego mieszkania. A póki co cieszę się każdym dniem spędzonym tutaj, zachowując wszystkie związane z nim wspomnienia.

4 komentarze:

  1. W obecnym mieszkaniu stworzyliście niesamowicie przytulny świat. Jestem pewna że w nowym miejscu będzie dokładnie tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki przytulny klimat tworzą nie tylko wnętrza ale też ludzie...więc jest szansa, że uda się to powtórzyć ;)

      Usuń
  2. Miałam podobne obawy i odczucia, gdy sprzedawaliśmy mieszkanie, w którym mieszkałam całe życie z rodzicami, a potem z mężem i naszą pierwszą córeczką. Jednak po czasie stwierdzam, że nie ważne gdzie, ale ważne z kim :) i mój dom jest tam, gdzie moja rodzina :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś w tym jest, że dom tworzą ludzie a nie ściany :)

    OdpowiedzUsuń