wtorek, 23 grudnia 2014

Moje retro

 
fot. Mariusz Bykowski, publikacja mojego mieszkania w "M jak mieszkanie" wrzesień 2010


Uwielbiam stylistykę retro. Niezwykle cenię meble z lat 50/60-tych za ich organiczne kształty i symetryczne kontury, drewniane konstrukcje i fornirowane fronty, a także ergonomię i uniwersalność. Mają ponadczasowe piękno i duszę, które trudno zastąpić współczesnymi realizacjami wzornictwa przemysłowego. Charakterystycznym i niezbędnym elementem wyposażenia naszego przyszłego mieszkania będą meble i detale właśnie z tamtych czasów.


Wszystko zaczęło się kilka lat temu, kiedy to moim pierwszym przedmiotem w mieszkaniu, wpisującym się w konwencję stylu połowy ubiegłego wieku, była wymarzona lodówka retro. Niedługo po tym pojawił się prezent od męża, wówczas narzeczonego, piękne radio vintage.



fot. Mariusz Bykowski, publikacja mojego mieszkania w "M jak mieszkanie" wrzesień 2010

 

Po pewnym czasie z podróży do Kopenhagi przywieźliśmy rewelacyjną i bardzo praktyczną oldschoolową puszkę na płatki śniadaniowe. Polecam niesamowity duński sklep Notre Dame, raj na ziemi dla miłośników designu.


Wszystkie te przedmioty choć stylistycznie fantastyczne, jedynie nawiązują swoją formą do pożądanych antyków.
Zależało mi na posiadaniu oryginalnego, starego mebla, który mogłabym odrestaurować i skomponować z moim wnętrzem. Zaszczepiłam miłość do retro w swoim mężu i razem zaczęliśmy poszukiwać perełek lat 50/60 tych. I tak dwa pierwsze egzemplarze mebli znalazłam na śmietniku pod blokiem mojej babci. Ludzie nie wiedzą jakie skarby wyrzucają. Do dziś pamiętam miny sąsiadów, obserwujących jak pakujemy fotele do samochodu. Ich spojrzenia zdawały się mówić: "biedni młodzi nie stać ich na nowe meble, więc szukają po śmietnikach". W ten sposób staliśmy się posiadaczami unikatowych mebli, które odnowiliśmy i służą nam do dziś.






W między czasie zakupiłam na allegro funkcjonalny stolik nerkę, który udało się odświeżyć. Dorobiliśmy mu jedną nogę, aby nie był wywrotny. Małe dziecko jest najlepszym testerem mebli.
Kolejnym "śmietnikowym" znaleziskiem był uroczy fotel kubełkowy, ubrany przez nas w limonkowe barwy.




Z warszawskiego Mokotowa przyjechały w kiepskim stanie dwa fotele, które zmieniliśmy w małe arcydzieła.



Nasza ostatnia zdobycz to szafka z lat 60-tych, która czeka na nowe życie u moich Rodziców. Będzie miała swoje miejsce w salonie naszego nowego mieszkania. Podobnie jak dwa fotele, tylko jeszcze nie wiemy które.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz